Samotna Matka
Czy Ty jesteś samotną matką? Osamotnioną w codzienności? Pomimo posiadania dziecka i partnera. Jak to jest, że przed porodem uczymy się, jak przewijać, jak karmić, jak kąpać, ale nikt nie mówi o tym, jak sobie radzić z osamotnieniem? Nie z baby blusem, nie z depresją, ale z samotnością.
Ja też to przerobiłam. Samotność wśród ludzi. Byłam bardzo aktywna przed dziećmi. Praca, znajomi. W ciąży robiłam weekendową szkołę kucharską i w 6 miesiącu zdawałam państwowy egzamin. Niech to o czymś świadczy.
Urodził mi się high need. Dziecko o zwiększonej potrzebie bliskości. Pamiętam naszą pierwszą noc w domu. Dziecko wyło od 22 do 4 nad ranem. O 4 odpadliśmy. Córką zajęła się moja mam, która przyjechała do nas na tydzień, żeby pomóc. Rano powiedziała tylko, żebym nie pytała jej, o której poszła spać. Podejrzewam, że mogła w ogóle nie spać. Kolejne noce były ciut lepsze. Ale pierwsze 6 miesięcy byłam na zombi z niedospania. Na początku robiliśmy z mężem stacjonarną szkołę, trwała 4h dziennie. Pod koniec wysiadłam. Nie byłam w stanie. Miałam myśli samobójcze. Co usłyszałam? "Ogarnij się! Masz dziecko! Jesteś za nie odpowiedzialna!" Bujajcie się! -chciałam wykrzyknąć, ale nie starczyło sił.
Przestałam istnieć. Dla znajomych singli, dla bezdzietnych par. Nie mieliśmy samochodu, więc byliśmy niemobilni. Przestały się pojawiać zaproszenia na wspólne wyjścia, na domówki. Zapominano o nas nawet przy zbieraniu kasy na prezent dla wspólnych znajomych. Teściowa nam nie pomagała, moi rodzice 500km stąd. I co? Musieliśmy polegać na sobie. Nawet, gdy gdzieś wychodziliśmy, to wiesz "Twoje dziecko, sama sobie pilnuj". To przestałam chodzić, co za różnica, bo i tak nawet nie mam jak z kimś pogadać, bo musze pilnować dziecka, które wszędzie wlezie.
Pojechaliśmy na 3-dniowy wyjazd. Grupa ponad 50 osób. Sporo młodych. Ja z niespełna 2-letnią córką i w 8 miesiącu ciąży. I tylko komentarze: jak ty możesz tak męża traktować? Bo dopominam się, żeby zajął się starszakiem. Bo robię awanturę, że zostawiłam dziecko pod jego opieką, a jak wróciłam z toalety, to dziecka nie ma i biegaj po ośrodku i szukaj. Zero wsparcia. Nikt nie zaproponował, że się zajmie dzieckiem choć na 15 minut.
Przed porodem wszyscy pytają: "co u ciebie? jak się czujesz?". Po porodzie: "jak tam dziecko?". ZNIKASZ. I niby skąd tyle depresji poporodowych? Z poczucia bezpieczeństwa? Ile przypadków jest niezdiagnozowanych? Albo diagnozowanych po latach, kiedy depresja rozgościła się już w życiu na dobre.
NIKT nie przygotowuje nas - rodziców na samotność.
Czy tak było zawsze? No nie. I tu odzywa się mój socjolog. Kiedyś żyliśmy w jednym domu wielopokoleniowo. Ktoś zawsze się dzieckiem zajął. A teraz? Każdy musi mieć swoje mieszkanie, bo to symbol życiowego sukcesu. Albo wyjeżdżamy na drugi koniec kraju/świata np. za pracą. Jesteśmy bardziej mobilni, ale jednocześnie trudniej o pomoc.
Masz w swoim otoczeniu młodą matkę? Zadzwoń do niej raz w tygodniu. Wpisz to sobie w kalendarz, żeby nie zapomnieć. Nie myśl: ktoś na pewno do niej zadzwoni. Większość "ktosiów" pomyśli dokładnie to samo. Pomóż. Niech to będzie 15 min raz w tygodniu. Dla Ciebie to niewiele, a dla niej może być kluczowe.
Komentarze
Prześlij komentarz