Przedszkolne przepychanki.
Ostatnio miałam okazję przypatrzeć się dyskusji rodziców o godzinach otwarcia przedszkola. I trochę się złapałam za głowę. Ile tu złości i niezrozumienia?
Przedszkola działają w różnych godzinach. Nasze od 7 do 17:30. Ale jeśli ja pracuje po drugiej stronie Wisły do 17:00 to nie przetransportuje się w magiczny sposób w pół godziny omijając korki. A no i muszę odebrać dwoje dzieci, więc na transport mam 20 minut. I nie chodzi o to, że się żalę, ale o to, że jest to rzeczywistość wielu rodziców. I to nie tylko w dużym mieście.
Będąc w moim rodzinnym miasteczku zaszłam do fryzjera. I w rozmowie wyszło, że pani sama wychowuje dziecko, że przedszkole jest otwarte do 16:00 i oba musiała specjalnie prosić pracodawcę, żeby pozwolił jej wychodzić 15 minut wcześniej, żeby mogła odebrać dziecko z przedszkola. Bo nikt inny za nią tego zrobić nie może. A i tak ciągle w przedszkolu słyszy wyrzuty, że późno odbiera dziecko.
Rozmawiałam z moją mamą na ten sam temat. I co? I to samo. Kiedy my byłyśmy małe, mama o 15 kończyła pracę i biegła z językiem na brodzie, bo byłyśmy odbierane jako jedne z ostatnich. Dlaczego? Bo dzieci były odbierane wcześnie przez niepracujące matki albo babcie.
Aktualnie godziny się przesunęły, ale problem pozostał. Ktoś powie, że trzeba kupić samochód i będzie szybciej. No ale nie w Warszawie i nie w godzinach szczytu. A podróż komunikacją też trwa. A co jeśli oboje rodzice pracują 9-17? W różnych miejscach? Wraz ze zmianą pracy zmieniać dziecku przedszkole? To już zaczyna zakrawać na paranoję. Nie mówiąc o trudnościach instytucjonalo- formalnych.
Najbardziej bolą komentarze pań pracujących w instytucjach edukacyjnych. Bo przecież nie oddajemy dzieci do przedszkola / żłobka, bo taki mamy kaprys. Często w naszej polskiej rzeczywistości to konieczność. Bo jaką grupę ludzi stać na to, by kobieta siedziała w domu? Ludzi bogatych? Albo patologii, która utrzymuje się z socjalu. Więc idziesz do pracy i nakręcasz gospodarkę . I masz niejednokrotnie wyrzuty sumienia, bo może dziecku byłoby lepiej z Tobą w domu. Bo słyszysz głupie opinie. A w internecie ludzie mieszają Cię z błotem, bo wyrodna matka, bo dziecko 10h w przedszkolu. Zapominamy, że zgodnie z teorią racjonalnego wyboru wybieramy to, co z naszej a nie cudzej perspektywy jest najbardziej racjonalne, po posiadając pewien określony zasób wiedzy. Kierujemy się dobrem dziecka. Bo np lepiej wysłać dziecko do przedszkola i zarobić na coś więcej niż chleb i najtańsze parówki.
Przedszkola działają w różnych godzinach. Nasze od 7 do 17:30. Ale jeśli ja pracuje po drugiej stronie Wisły do 17:00 to nie przetransportuje się w magiczny sposób w pół godziny omijając korki. A no i muszę odebrać dwoje dzieci, więc na transport mam 20 minut. I nie chodzi o to, że się żalę, ale o to, że jest to rzeczywistość wielu rodziców. I to nie tylko w dużym mieście.
Będąc w moim rodzinnym miasteczku zaszłam do fryzjera. I w rozmowie wyszło, że pani sama wychowuje dziecko, że przedszkole jest otwarte do 16:00 i oba musiała specjalnie prosić pracodawcę, żeby pozwolił jej wychodzić 15 minut wcześniej, żeby mogła odebrać dziecko z przedszkola. Bo nikt inny za nią tego zrobić nie może. A i tak ciągle w przedszkolu słyszy wyrzuty, że późno odbiera dziecko.
Rozmawiałam z moją mamą na ten sam temat. I co? I to samo. Kiedy my byłyśmy małe, mama o 15 kończyła pracę i biegła z językiem na brodzie, bo byłyśmy odbierane jako jedne z ostatnich. Dlaczego? Bo dzieci były odbierane wcześnie przez niepracujące matki albo babcie.
Aktualnie godziny się przesunęły, ale problem pozostał. Ktoś powie, że trzeba kupić samochód i będzie szybciej. No ale nie w Warszawie i nie w godzinach szczytu. A podróż komunikacją też trwa. A co jeśli oboje rodzice pracują 9-17? W różnych miejscach? Wraz ze zmianą pracy zmieniać dziecku przedszkole? To już zaczyna zakrawać na paranoję. Nie mówiąc o trudnościach instytucjonalo- formalnych.
Najbardziej bolą komentarze pań pracujących w instytucjach edukacyjnych. Bo przecież nie oddajemy dzieci do przedszkola / żłobka, bo taki mamy kaprys. Często w naszej polskiej rzeczywistości to konieczność. Bo jaką grupę ludzi stać na to, by kobieta siedziała w domu? Ludzi bogatych? Albo patologii, która utrzymuje się z socjalu. Więc idziesz do pracy i nakręcasz gospodarkę . I masz niejednokrotnie wyrzuty sumienia, bo może dziecku byłoby lepiej z Tobą w domu. Bo słyszysz głupie opinie. A w internecie ludzie mieszają Cię z błotem, bo wyrodna matka, bo dziecko 10h w przedszkolu. Zapominamy, że zgodnie z teorią racjonalnego wyboru wybieramy to, co z naszej a nie cudzej perspektywy jest najbardziej racjonalne, po posiadając pewien określony zasób wiedzy. Kierujemy się dobrem dziecka. Bo np lepiej wysłać dziecko do przedszkola i zarobić na coś więcej niż chleb i najtańsze parówki.
Komentarze
Prześlij komentarz